Posty

Wyświetlam posty z etykietą Literatura czeska

Chłopcy z Kostelca: "Tchórze" Josefa Skvoreckiego

Obraz
  Gdyby nie można było drażnić się przynajmniej słowami, to w ogóle nie byłoby o czym mówić Josef Skvorecky „Tchórze”, Str 23 Mam nie po kolei. W książkach, na dodatek tych przeczytanych. A to było tak: najpierw zdecydowałam się na przeczytanie " Inżyniera ludzkich dusz " Skvoreckiego, po czym dotarła do mnie wiadomość, że "Tchórze" tego samego autora, to jakby prequel "Inżyniera". A że w przeciwieństwie do wyprzedanego "Inżyniera", "Tchórze" wciąż były do kupienia, więc zamówiłam, zapłaciłam i przeczytałam tę książkę czym prędzej. I wreszcie zaczęłam się orientować kim są bohaterowie pokazujących się w "Inżynierze" listów i wspomnień. Chętnych do czytania książek Skvoreckiego namawiam do robienia tego w porządku chronologicznym. Duży plus takiego czytania, to stopniowanie poziomu trudności lektury. Bo "Tchórze" mają znacznie prostszą konstrukcję i mniej rozproszoną fabułę. Tu akcja trzyma się ściśle 6 majowych d...

Czeski Człowiek tłumaczy świat: "Przypadki Inżyniera ludzkich dusz" Josefa Skvoreckiego

Obraz
  Z nów uległem głupiemu, choć chyba niedającemu się zabić pragnieniu, żeby wytłumaczyć niewytłumaczalne, Josef Skvorecky „Przypadki inżyniera ludzkich dusz”, Str 12 Dobrze się stało, że Inżyniera Ludzkich Dusz przeczytałam dopiero teraz, gdy definitywnie mi przeszły chęci zdobywania edukacji w formie zorganizowanej przez wyższą uczelnię. Bo Jakby się ta książka trafiła mi wcześniej, to mogłaby mnie skusić do studiowania nawet nie języka czeskiego, a czeskiej kultury i historii. No po prostu zachciałoby mi się bohemistyki i amerykanistyki równocześnie, a to nie byłby pomysł możliwy do realizacji. Wydawca książki, Mariusz Szczygieł, twierdzi, że "mówi ona o tym, że głupio jest wszędzie". Owszem, to się zgadza, ale muszę dodać od siebie, że to twierdzenie rozsnute w kilkadziesiąt postaci, wątków, dramatów i anegdot na ponad 700 stronach, daje efekt nie tylko oszołomienia, ale i zachwytu. Autor mnie nie oszczędzał, co kilka stron wrzucał mnie w inne miejsca, czasy i inne t...

Irokez i Skryba: "Koniec Punku w Helsinkach" Jarosława Rudisa

Obraz
  Mądre dziewczyny czytają. Ale te, które idą na promocję, żeby zobaczyć swojego ulubionego autora, który i tak nie będzie miał dla nich czasu, są otwarte jak strony jego książki. Przychodzisz i masz. Pogadasz, wyciśniesz, jeszcze pogadasz i idziesz. Jarosław Rudis „Koniec Punku w Helsinkach”, Str 47   No tak, mówię sobie po przeczytaniu  „Końca Punku w Helsinkach” powiedzenie „nie oceniaj książki po okładce” należałoby rozszerzyć o hasło „nie wybieraj książki po tytule”. Bo Rudis nabił mnie nieco w butelkę i z punkiem i z Helsinkami. Choć może z punkiem mniej, bo cóż, ten opisywany przez niego, słowiański, wschodnioeuropejski był pewnie mniej malowniczy i awangardowy od zachodniego pierwowzoru. Już sam fakt nazywania w książce  Punków Pancurami sugeruje, że jest to wersja mająca więcej wspólnego z Mruczkami, niż z londyńskimi dziećmi śmiećmi. Największa skucha to jednak Helsinki, sugerowane jako miejsce akcji. Serio, miałam nadzieję na egzotycznie nordyckie op...

pociągiem przez życie: Jarosław Rudis „Stacja Europa Centralna"

Obraz
  Wcześniej czy później bez wątpienia osiągniemy cel podróży. A może jej cel i sens polega na tym, by nigdzie nie dotrzeć? Liczy się sama podróż, ciągłe bycie w drodze, wysiadanie. Cudowna niepewność: czy dotrzemy do miejsca, do którego zmierzamy, czy może zupełnie gdzie indziej?   Jarosław Rudis „Stacja Europa Centralna”, Str 211   Zastanawiam się, co było pierwsze:  Ostatnia Podróż Winterberga czy „Stacja Europa Centralna”? Czy Rudis najpierw wprawiał się w pisaniu po niemiecku, tłumacząc swoją pasje do kolei? Czy zaczął od historii szalonej podróży dwóch panów, a potem spożytkował zebrane do powieści materiały na skomponowanie non fika wyjaśniającego obcokrajowcom Europę Centralną, ze szczególnym uwzględnieniem dworców kolejowych ? Właściwie to nie wiem, po co się zastanawiam, chyba dla uniknięcia opisania tej książki sztampowymi kolejowymi metaforami. Kusi, oj bardzo mnie kusi, żeby podsumować lekturę "Stacji Europy Centralnej" używając analogii do podróży...

Piękne, Silne i Niewyzwolone: Marketa Pilatova "Ciemna Strona"

Obraz
  Co by tu zrobić Mireckowi na kolację? Zachowywała się jak kochająca żona, jak kobieta, która ma dla kogo gotować.. A to już dużo: mieć dla kogo gotować. Wystarczająco dużo, żeby poczuć się czymś więcej niż samotnym ziarenkiem piasku w obojętnym kosmosie. Marketa Pilatova „Ciemna Strona”,   Str. 226   Książka kupiona na łapu capu, w ostatnich chwilach Targów Książki w moim mieście. Skusiłam się, bo obiecywała to, co mnie fascynuje od dzieciństwa: ektoplazmę, kinezykę, hipnozę, psychokinezę, telepatię, oraz inne zjawiska paranormalne. Edukowałam się kiedyś o nich intensywnie dzięki zbiorom wycinków prasowych mojej babci. Była to księga opasła, pełna pożółkłych kartek i fascynujących historii o wędrówkach poza ciałem albo o czytaniu listów tkwiących w zaklejonych kopertach. Pomyślałam więc, że książka zafunduje mi małą podróż sentymentalną, do czasów gdy jako dziesięciolatka próbowałam wzrokiem wyginać łyżeczki albo mocą spojrzenia robić porządki na półkach.   F...

Bajki dla dorosłych: Karel Michal „Straszydła na co dzień”

Obraz
  „Osoba duchowna to człowiek – rzekł kot – który żyje z tego, że stara się przekonać innych, by uwierzyli w to, co sami z siebie nie mogą uwierzyć. Częścią tej wiary jest zapewnienie osobie duchownej utrzymania” Karel Michal „Straszydła na co dzień”, Str 58   Zawsze lubiłam bajki dla dorosłych, nawet kiedy byłam mała. I nie mam tu na myśli wyłącznie retro serialu z Kobuszewskim w roli bajarza, opiewającego przygody rozmemłanego króla. Ale wszelkie inne przypowieści, autorstwa Andersena czy Lewisa Carrolla.   Tu musze się przyznać, że morał płynący z tych historyjek miał dla mnie mniejsze znaczenie od   rozkoszy śledzenia jak nadzwyczajne radzi sobie w zwyklej codzienności i jak zwyczajni ludzie zachowują się wobec zjawisk i osobników paranormalnych. Nic więc dziwnego, że gdy dowiedziałam się o nieznanym mi do tej pory zbiorze opowiadań o   istotach nie z tego świata , natychmiast zażyczyłam sobie, by przyniósł mi   go pod choinkę Aniołek. Bo kto, jak...

Czescy Gentlemani: Vlastimil Tresnak „To, co najistotniejsze o panu Moritzu”

Obraz
  Jeśli nie liczyć obław policyjnych, była to najspokojniejsza kawiarnia w całym mieście. Początkowo, pod koniec lat sześćdziesiątych, zbierali się tu anarchiści, żeby knuć plany i obliczać wysokości swych emerytur Vlastimil Tresnak „To, co najistotniejsze o panu Moritzu”, Str 35    Właśnie uciekłam z balkonu, gdzie wieje chłodem i tak jakby jesienną melancholią. Wniosek mam taki, że czas podsumować czytelnicze lato. Oraz zapodać pomysł na lekturę co odegna smuteczki jak porządna dmuchawa opadłe liście. Biegnę z czymś bardzo mocno osadzonym w trendzie cosy. Na dodatek jest to nie tylko crime, ale i punishment. Dobra, już przestaję bredzić w obcych językach. I zaczynam opowiadać o książce dającej ciepełko, a jednocześnie będącej wariacją na temat zbrodni i kary. Oraz GentlemanówOstergrena . Tutaj też za poranny posiłek służą jajka, ale nie tylko one są powodem mojego porównania. I tu i tu mamy dwóch facetów, dzielących jedno mieszkanie i borykających się z tajemnicą ...

Dwóch panów w pociągu (nie licząc Bedekera): Jarosław Rudis „Ostatnia Podróż Winterberga”

Obraz
  Zawsze miałem dobry gust. Zawsze miałem piękne kobiety… Tak, tak, życie jest za krótkie , by spędzać je z nieładnymi kobietami. Jarosław Rudis „Ostatnia Podróż Winterberga”,   Str 251     Ilekroć myślę o tej książce, przypomina mi się taka scenka z mojej dawnej wycieczki do Pragi: Przybywamy późnym wieczorem do hotelu, niedrogiego, byle jakiego, usadowionego na tzw obrzeżach miasta. Czyli daleko od turystycznych atrakcji. Jedyne miejsce gdzie można pójść, by nie siedzieć w ciasnym pokoiku, to pub obok. Oczywiście jest to pub czeski, wiec pubem się nie nazywa, ale między nami tak. Bo my jesteśmy świeżo powroconymi na ziemie słowiańskie prawie emigrantkami, co ponad rok spędziły szorując londyńskie bruki (w przenośni) oraz londyńskie domy (dosłownie) .   No dobra, co z tym pubem, spytacie. No wiec poszłyśmy, we dwie, i już od wejścia poczułyśmy się trochę dziwnie. Kiedy usiadłyśmy z piwem przy stoliku wrażenie się pogłębiło. Zaczęłyśmy się zastanawiać, co ...

Werterka z Pragi

Obraz
  Się śmiejemy, bo wymyślamy, że powinnam pójść na plac Wacława i po prostu się wydrzeć „Halo, jest tu ktoś do wzięcia?” Tereza Semotamova „W Szafie”, Str 109   Szafa to mój ulubiony mebel. Oczywiście regał z książkami też, ale on ma  inny charakter. Szafa jest bardziej tajemnicza, skrywa niespodzianki, o czym przekonałam się już w dzieciństwie. Kiedy babcia lub mama wydobywały z niej dobrze ukryte prezenty urodzinowe czy choinkowe.  Pamiętam też moje oburzenie, gdy goszcząca u mnie kuzynka nagle otworzyła moją szafę, bo chciała sprawdzić, czy mam porządek (nie miałam, oczywiście!). Stało się to lat temu dwadzieścia, a ja wciąż cierpię. Nie z powodu ujawnienia bałaganu, ale z powodu poważnego naruszenia mojej prywatności. Szafa to też wdzięczny temat literacki. Udowodniła to kiedyś   Tokarczuk w niewielkim opowiadaniu. Jednym słowem szafa kusi mnie od zawsze na wiele sposobów. Dlatego nie mogłam się oprzeć tej książce. O kobiecie, co zamieszkała w szafie. ...