Posty

Pisać znaczy kraść : "Yellowface" Rebeki F. Kuang

Obraz
  Teraz już wiem, że wysiłki autorów nie mają absolutnie żadnego przełożenia na powodzenie książek. Bestsellery po prostu się wybiera. Co robi pisarz, nie jest w najmniejszym stopniu istotne.  Rebecca F. Kuang "Yellowface", str 105 Ta książka jest zemstą autorki na światku wydawniczym i nie tylko. "Yellowface" to zgryźliwa i niewyrafinowana kpina z tego, co się dziś wokół wydania, produkowania, promowania książek dzieje.  Autorka fantasy tym razem wzięła się za rzeczywistość i odmalowała ją w jaskrawych, choć niepięknych barwach. Oczywiście trochę i nazmyślała (chyba?) nadając całości formę psychologicznego thrillera. Oto dwie autorki, jedna odnoszące olbrzymie sukcesy, druga po nieudanym debiucie, razem celebrują kolejny sukces tej pierwszej. Balują do upadłego, a jedna z nich z tego upadku się nie podnosi. Ta co ma na koncie bestsellery i kontrakt z Netflixem na ekranizacje swojej prozy, pada trupem, w wyniku zakrztuszenia się naleśnikiem (ciekawe, kto oprócz m

pociągiem przez życie: Jarosław Rudis „Stacja Europa Centralna"

Obraz
  Wcześniej czy później bez wątpienia osiągniemy cel podróży. A może jej cel i sens polega na tym, by nigdzie nie dotrzeć? Liczy się sama podróż, ciągłe bycie w drodze, wysiadanie. Cudowna niepewność: czy dotrzemy do miejsca, do którego zmierzamy, czy może zupełnie gdzie indziej?   Jarosław Rudis „Stacja Europa Centralna”, Str 211   Zastanawiam się, co było pierwsze:  Ostatnia Podróż Winterberga czy „Stacja Europa Centralna”? Czy Rudis najpierw wprawiał się w pisaniu po niemiecku, tłumacząc swoją pasje do kolei? Czy zaczął od historii szalonej podróży dwóch panów, a potem spożytkował zebrane do powieści materiały na skomponowanie non fika wyjaśniającego obcokrajowcom Europę Centralną, ze szczególnym uwzględnieniem dworców kolejowych ? Właściwie to nie wiem, po co się zastanawiam, chyba dla uniknięcia opisania tej książki sztampowymi kolejowymi metaforami. Kusi, oj bardzo mnie kusi, żeby podsumować lekturę "Stacji Europy Centralnej" używając analogii do podróży wąskotor

Z pamiętnika angielskiej feministki: E.M. Delafield „Dziennik Prowincjonalnej damy”

Obraz
  Oświadcza, że niech sobie mówią, co chcą, ale prawda jest taka, że gdyby potrafiły zdobyć męża, żadna   z nich nie byłaby feministką. Bezzwłocznie odpowiadam, że wszystkie są zamężne,   niektóre nawet dwa czy trzy razy. Może to i nieprawda, ale rzadko mi się zdarza czuć równie natarczywy morderczy impuls. E.M. Delafield „Dziennik Prowincjonalnej damy”, Str 109   Pięć lat po tym, jak Pani Dalloway (premiera w 1925 roku) kupowała kwiaty, Pani Delafield hodowała je sama. W saloniku swojego domu na prowincji,  ustawiała na fotelach tace z cebulkami, gdy wpadła do niej na pogawędkę najelegantsza dama z sąsiedztwa. Oględnie mówiąc, nie było to tak wykwintne przyjęcie, jakie urządziłaby  Ms Dalloway. Bohaterka Delafield z elegancją ma problemy: nie stać ani na najmodniejsze suknie, ani na porządną kucharkę. I nie tylko z takimi niedoborami musi się borykać. Wiecznie brak jej pieniędzy i czasu dla siebie. Ma służbę, ale kiepską, ma męża, ale nierozmownego, ma znajome, ale niezbyt inter

Taki Mały, proszę Pana: Robert Walser „Wypracowania Fritza Kochera”

Obraz
  Twierdzę, że szkoła jest pożyteczna. Trzyma mnie sześć do ośmiu godzin dziennie w swoich żelaznych albo drewnianych szponach (ławki) i pilnuje, by mój umysł nie zwyrodniał w zbytkach. Robert Walser „Wypracowania Fritza Kochera”, str 24   Tym razem Walser zaskoczył mnie bardziej sprytem niż stylem: oto postanowił swojemu debiutowi nadać formę wprawek stylistycznych uczniaka. No nieźle, stwierdziłam. Zresztą nie tylko ja, bo z posłowia do książki wynika, że jeszcze kilka osób uznało ten pomysł za genialny. Kogo nie rozczuli chłopiec gryzmolący w trakcie lekcji wypracowania? Naiwne, ale nie głupie, mające na celu nie tylko jak najlepsze ujęcie zadanego tematu, ale i uzyskanie aprobaty czytającego, teksty małego Fritza bawią i wzruszają.  Poruszane w nich tematy często przekraczają oczekiwania, jakie moglibyśmy mieć wobec tak młodego człowieka. W rezultacie nie wierzymy w  brak doświadczenia twórcy wypracowań, a tylko mocniej podziwiamy, jak dobrze on ten brak udaje. Dlatego pierw

Piękne, Silne i Niewyzwolone: Marketa Pilatova "Ciemna Strona"

Obraz
  Co by tu zrobić Mireckowi na kolację? Zachowywała się jak kochająca żona, jak kobieta, która ma dla kogo gotować.. A to już dużo: mieć dla kogo gotować. Wystarczająco dużo, żeby poczuć się czymś więcej niż samotnym ziarenkiem piasku w obojętnym kosmosie. Marketa Pilatova „Ciemna Strona”,   Str. 226   Książka kupiona na łapu capu, w ostatnich chwilach Targów Książki w moim mieście. Skusiłam się, bo obiecywała to, co mnie fascynuje od dzieciństwa: ektoplazmę, kinezykę, hipnozę, psychokinezę, telepatię, oraz inne zjawiska paranormalne. Edukowałam się kiedyś o nich intensywnie dzięki zbiorom wycinków prasowych mojej babci. Była to księga opasła, pełna pożółkłych kartek i fascynujących historii o wędrówkach poza ciałem albo o czytaniu listów tkwiących w zaklejonych kopertach. Pomyślałam więc, że książka zafunduje mi małą podróż sentymentalną, do czasów gdy jako dziesięciolatka próbowałam wzrokiem wyginać łyżeczki albo mocą spojrzenia robić porządki na półkach.   Faktycznie, nieźle s

Bella kontra Victoria: "Biedne Istoty" Alasdaira Graya

Obraz
  Gdy zajmiesz sie polityką, Bell, zostań koniecznie pacyfistyczną anarchistką. Ludzie cię pokochają Alasdair Gray "Biedne Istoty", Str 195   Ta książka wpadła mi w ręce tak, że poczułam się jej bohaterką. Nie główną , rzecz jasna, nie mam temperamentu Belli. O co mi chodzi? Już mówię.   Opowieść o losach Belli Baxter cudem wyszperałam w antykwariacie Tezeusz w rozsądnej cenie, bo był to czas zanim „Biedne Istoty” wjechały na ekrany kin i do księgarń i tytuł sprzedać chciano za 200 300 pln. W "Tezeuszu"  za książkę chcieli około 40 PLN, więc zapłaciłam, zamówiłam i wyznaczyłam miejsce odbioru przesyłki. Było z tym trochę zabawy, pani w punkcie odbioru  akurat zepsuła się kasa i musiałam czekać na wydanie książki ponad godzinę. Ale największa niespodzianka czekała mnie w domu. Gdy otworzyłam paczkę, zamiast kolorowej obwoluty ze zdjęcia na stronie Antykwariatu zobaczyłam tajemniczą czarna okładkę. Pierwsza moja myśl była „Ups, przysłali nie to”. Gdy otworzyłam

Bajki dla dorosłych: Karel Michal „Straszydła na co dzień”

Obraz
  „Osoba duchowna to człowiek – rzekł kot – który żyje z tego, że stara się przekonać innych, by uwierzyli w to, co sami z siebie nie mogą uwierzyć. Częścią tej wiary jest zapewnienie osobie duchownej utrzymania” Karel Michal „Straszydła na co dzień”, Str 58   Zawsze lubiłam bajki dla dorosłych, nawet kiedy byłam mała. I nie mam tu na myśli wyłącznie retro serialu z Kobuszewskim w roli bajarza, opiewającego przygody rozmemłanego króla. Ale wszelkie inne przypowieści, autorstwa Andersena czy Lewisa Carrolla.   Tu musze się przyznać, że morał płynący z tych historyjek miał dla mnie mniejsze znaczenie od   rozkoszy śledzenia jak nadzwyczajne radzi sobie w zwyklej codzienności i jak zwyczajni ludzie zachowują się wobec zjawisk i osobników paranormalnych. Nic więc dziwnego, że gdy dowiedziałam się o nieznanym mi do tej pory zbiorze opowiadań o   istotach nie z tego świata , natychmiast zażyczyłam sobie, by przyniósł mi   go pod choinkę Aniołek. Bo kto, jak nie on! Jak na prawdziwe b

Podsumowanie roku 2023 cz. 2: czytelnicze zachwyty

Obraz
  Czas opowiedzieć o tym, co dobrego przeczytałam w tym roku. Było tego całkiem sporo! Na szczęście… Były powroty do starych znajomych, takich jak Ivy Compton Burnett. Jej Służący służąca sprawiła mi mnóstwo czytelniczych przyjemności i skłoniła do refleksji nad brakiem błyskotliwych dialogów we współczesnej prozie polskiej. Sięgnęłam też po nową książkę mojego ulubionego Michała Witkowskiego. Przy jego Autobiografii bawiłam się świetnie i wracałam wspomnieniami do własnego dzieciństwa, również przypadającego na czasy PRLu.   Moim nowym znajomym, stał się Robert Walser . Szczerze, to jest on moim odkryciem roku 2023! Jego prozy zachwyciły mnie lapidarnym stylem, błyskotliwością i przenikliwością spostrzeżeń. Popadłam w istny Walserowski nałóg i przeczytałam jego wszystko, co mogłam znaleźć.   Sięgnęłam też po książki nowe nagrodzone, takie jak Pulverkopf , w którym gubiłam się i odnajdywałam z czytelniczą rozkoszą.   Tak wielką, że nie zawaham się nazwać dzieła Pasewicza moją n