Posty

Strzyżenie Męskie : "Monolok" Pawła Sołtysa

Obraz
  Jak kto umiał opowiadać, to słuchałem jak Szeherezady, jak czytałem, to tak, żeby z każdej litery maksimum farby drukarskiej wyczytać Paweł Sołtys „Monolok”, 103   Po tej książce miałam taki sen: chciałam obciąć włosy i szukałam miejsca gdzie mi to zrobią. Znalazłam trochę retro, ale solidnie wyglądający, spory, zakład fryzjerski. Nawet wolne siedzisko dla klienta było, wiec zadowolona weszłam i już zabierałam się do ustalania szczegółów, kiedy Pani fryzjerka odwróciła się od okna, spojrzała na mnie i oświadczyła: ale my tu nie strzyżemy. Ze zdumienia obudziłam się i zaczęłam rozmyślać o „Monoloku” Sołtysa. Narratorem jest tam fryzjer męski, wiekowy, doświadczony, który o włosach nie chce nic opowiadać. Raczej mówi o gadaniu, plecie, ale dziwne historie, nieważne czy prawdziwe, grunt ze dobrze brzmiące. Wyczesane frazy, jedna w drugą, każda jak tytułowy lok pojedynczy zawinięta z finezją, to główna cecha tej prozy. Niby na setce stron się mieszczącej, ale nie do szyb...

Homo Europaeus: "Flesh" Davida Szalay

Obraz
  You need to fit in with everything else in their lives. That’s what they want Musisz się wpasować we wszystkie składniki ich życia. Tego chcą (tłum. własne) David Szalay „Flesh”, Str 128   Ciało, książka z zeszłoroczną nagroda Bookera, dotyczy ciała męskiego, białego, środkowoeuropejskiego. Taki właśnie przedstawiciel gatunku homo sapiens jest tu wzięty pod obserwację i jego historia jest tu opowiedziana. Od razu muszę dodać, że ten osobnik jest pokazany przez grubą szybę, a jego wybieg, ups, przepraszam, część jego życia, znajduje się poza polem naszego widzenia, gdzieś na zapleczu, więc nie da się dokładnie wszystkiego dowiedzieć.   Trzeba się zadowolić fragmentami, na szczęście opisanymi w mało zawoalowany i poetyczny sposób. Tekst tej książki brzmi trochę jak reportaż, trochę jak podręcznik zoologii. I to nie jest złe. Taki brak rozwodzenia się przy opisach miejsc, zachowań, brak skomplikowanych zabiegów literackich sprawia, że książkę czyta się szybko i b...

Mamuśka nie całkiem święta: "Moje Zmory" Gwendoline Riley

Obraz
  Matka robiła to, co „się robiło”; to, co „się robiło”, to była największa świętość i znak, ze się jest „normalnym” Gwendoline Riley „Moje zmory”, Str 10 Relacja matki i córki opisana niesentymentalnie. Córka niby dorosła, ale ciągle niedojrzała do nabrania dystansu. Matka z tych, co za priorytet mają hasło "co ludzie powiedzą" i aktualnie obowiązujące mieszczańskie normy. Żadna z nich nie próbuje zrozumieć drugiej, ale usiłują zachować kontakt. Wychodzi to trochę zabawnie, trochę żałośnie, I bardzo prawdziwe… według wydawcy jest to książka o córce, co pragnie zrozumieć kim tak naprawdę była jej matka. Ale kłóciłabym się o to, czy wydawca mówi prawdę. Czytając tę książkę miałam wrażenie że gdzieś się umówiłam z jej narratorką w kawiarni i ona siedzi i mi opowiada jakie to ma przypały ze swoją mamusią, jaka to ta mamusia jest ciężka w relacjach. Moim zdaniem problem córki w momencie spotkania z matką, (dodam, że to spotkanie ma miejsce jedynie raz w roku) polega na ty...

Chłopcy z Kostelca: "Tchórze" Josefa Skvoreckiego

Obraz
  Gdyby nie można było drażnić się przynajmniej słowami, to w ogóle nie byłoby o czym mówić Josef Skvorecky „Tchórze”, Str 23 Mam nie po kolei. W książkach, na dodatek tych przeczytanych. A to było tak: najpierw zdecydowałam się na przeczytanie " Inżyniera ludzkich dusz " Skvoreckiego, po czym dotarła do mnie wiadomość, że "Tchórze" tego samego autora, to jakby prequel "Inżyniera". A że w przeciwieństwie do wyprzedanego "Inżyniera", "Tchórze" wciąż były do kupienia, więc zamówiłam, zapłaciłam i przeczytałam tę książkę czym prędzej. I wreszcie zaczęłam się orientować kim są bohaterowie pokazujących się w "Inżynierze" listów i wspomnień. Chętnych do czytania książek Skvoreckiego namawiam do robienia tego w porządku chronologicznym. Duży plus takiego czytania, to stopniowanie poziomu trudności lektury. Bo "Tchórze" mają znacznie prostszą konstrukcję i mniej rozproszoną fabułę. Tu akcja trzyma się ściśle 6 majowych d...

Hała i chwała 2025, czyli książkowe podsumowanie roku

Obraz
  Podsumowanie zeszłorocznych czytań muszę rozpocząć gromkim odtrąbieniem sukcesu: na okolicznościowej fotce z przeczytanymi lekturami nie mogę pokazać książek najgorszych. dlaczego? Bo, tadadam, tych książek nie mam! Wszystkie zeszłoroczne książki najgorsze są niemoje, były pożyczone z biblioteki. Mam zero inwestycji w buble wydawnicze do zapisania w rubryce strat poniesionych minionego roku. Czasu tez niewiele zmitrężyłam na nie, bo porzuciłam te książki grubo przed dobrnięciem do ostatniej strony. Zasada, że to co przeboje bookemdiów  tekstem miałkim się okazują, wciąż działa i to z nawiązką. Na podium książek najgorszych bezapelacyjnie ląduje u mnie hit autorstwa Marty Bijan pt "Muchomory w cukrze”. Już pierwsze zdania książki zaskoczyły mnie intensywnością zwartej w nich grafomanii. Do tego stopnia, ze po dwóch stronach przestałam książkę czytać a zaczęłam kartkować, w poszukiwaniu tajemnicy jej popularności. Żadnego sekretu jednak nie znalazłam, za to natknęłam się na pr...

Czeski Człowiek tłumaczy świat: "Przypadki Inżyniera ludzkich dusz" Josefa Skvoreckiego

Obraz
  Z nów uległem głupiemu, choć chyba niedającemu się zabić pragnieniu, żeby wytłumaczyć niewytłumaczalne, Josef Skvorecky „Przypadki inżyniera ludzkich dusz”, Str 12 Dobrze się stało, że Inżyniera Ludzkich Dusz przeczytałam dopiero teraz, gdy definitywnie mi przeszły chęci zdobywania edukacji w formie zorganizowanej przez wyższą uczelnię. Bo Jakby się ta książka trafiła mi wcześniej, to mogłaby mnie skusić do studiowania nawet nie języka czeskiego, a czeskiej kultury i historii. No po prostu zachciałoby mi się bohemistyki i amerykanistyki równocześnie, a to nie byłby pomysł możliwy do realizacji. Wydawca książki, Mariusz Szczygieł, twierdzi, że "mówi ona o tym, że głupio jest wszędzie". Owszem, to się zgadza, ale muszę dodać od siebie, że to twierdzenie rozsnute w kilkadziesiąt postaci, wątków, dramatów i anegdot na ponad 700 stronach, daje efekt nie tylko oszołomienia, ale i zachwytu. Autor mnie nie oszczędzał, co kilka stron wrzucał mnie w inne miejsca, czasy i inne t...

Coś do zachwycania: Robert Walser „Coś w rodzaju opowiadania”

Obraz
  Pisarz ma się starać pisać tak, jak gdyby stał albo siedział gdzieś w salonie i ustnie opowiadał obecnym tam ludziom, sympatycznym i wrażliwym na dobre maniery, jakąś historię, niekoniecznie zabawną Robert Walser „Coś w rodzaju opowiadania”, Str 161-162 Robert Walser to Zbój i szelma . Potrafi z każdego przydasie zrobić cudeńko, i to w taki sposób, jakby to była najprostsza rzecz na świecie. Ale nie jest. No bo kto jeszcze umie wysnuć opowieść z zapałki i to wypalonej? Kto dmuchnie popiołem tak, by się ułożył w przypowieść? Jeszcze igła ołówek… Czego by Walser nie wyciągnął z kieszeni, to zamieni się w powiadanie. Albo coś w tym rodzaju. Dziwne, ale stylistycznie wyostrzone, wypolerowane do każdego słowa, ba do każdej kropki co te słowa szereguje w zdania i je dzieli. Plotę jak profesor na laduacyjnych mękach, ale cóż poradzić, entuzjazm mam   dla próz Walsera taki, że chętnie bym mu wręczyła wszelkie literackie nagrody. Niestety, nieżyjącemu autorowi się nie da. Ale ...

Pieprzne, ale nie spieprzone: "Tylko durnie żyją do końca" Zyty Rudzkiej

Obraz
  „Pływasz na golasa, czy to aby zgodne z Kartą Nauczyciela?” Zyta Rudzka „Tylko durnie żyją do końca”, Str 129 Zawsze miałam na pieńku z wuefistkami. One uważały mnie (słusznie!) za chuchro i łamagę. Ja widziałam w nich niespełnione kapralki, co brak szeregowych do musztry kompensowały sobie grupką niepozbieranych nastolatek, reagujących nerwowo na komendy „ćwicz”, „przysiad”, czy „powtórz”. Pomna traum wyniesionych ze szkolnej sali gimnastycznej z wielka ciekawością sięgnęłam po nową książkę Zyty Rudzkiej. Otwierałam ją jak się otwiera tajne drzwiczki, by podsłuchiwać wroga. No i nasłuchałam się, nie powiem, a właściwie powiem, bo jest o czym. Bohaterką nowego dzieła Rudzkiej jest wuefistka, ale pozbawiona ambicji zawodowych. Mieszka na zapadłej wsi, pracuje bo musi, i stara się ze swojej pracy nie robić wielkiego halo. Bo tak naprawdę zależy jej na zupełnie innych rzeczach, w innych zajęciach znajduje przyjemności. Na przykład w pływaniu, obserwowaniu swoich dwóch kochankó...