Orlanda w to nie mieszać: "Źródło Samotności" Radclyffe Hall
Anna z boleśnie urażoną dumą siedziała w swojej przestronnej bawialni o pięknych proporcjach, drżąc z lęku przed zawoalowanymi pytaniami sąsiadów i złowróżbnym milczeniem męża. Dawna awersja, którą odczuwała do swego dziecka, powróciła niczym nieczysta dusza, która przygarnęła do siebie jeszcze siedem bardziej niegodziwych Radclyffe Hall "Źródło Samotności" , str 144 Zabierałam się do tej książki, przekonana, że będę miała w czytaniu saficką wersję Wichrowych Wzgórz. To przekonanie nie opuszczało mnie do połowy książki. Stare domostwo, rozrywki arystokracji, dziecięce zabawy pod okiem guwernantki, miały niezaprzeczalnie urok wiktoriańskich powieści angielskich. Retro styl, no trudno, w końcu to romans z początku ubiegłego wieku, mówiłam sobie, czytając dramatyczne opisy poczynań młodej arystokratki, co wolała być chłopcem, ale nie było jej to dane. Opisy polowań na lisa i pomiatania służbą mocno nadwyrężyły moją cierpliwość, ale postanowiłam wytrzymać. I wytrzymałam...