Hała i chwała 2025, czyli książkowe podsumowanie roku

 


Podsumowanie zeszłorocznych czytań muszę rozpocząć gromkim odtrąbieniem sukcesu: na okolicznościowej fotce z przeczytanymi lekturami nie mogę pokazać książek najgorszych. dlaczego? Bo, tadadam, tych książek nie mam! Wszystkie zeszłoroczne książki najgorsze są niemoje, były pożyczone z biblioteki. Mam zero inwestycji w buble wydawnicze do zapisania w rubryce strat poniesionych minionego roku.
Czasu tez niewiele zmitrężyłam na nie, bo porzuciłam te książki grubo przed dobrnięciem do ostatniej strony. Zasada, że to co przeboje bookemdiów  tekstem miałkim się okazują, wciąż działa i to z nawiązką. Na podium książek najgorszych bezapelacyjnie ląduje u mnie hit autorstwa Marty Bijan pt "Muchomory w cukrze”. Już pierwsze zdania książki zaskoczyły mnie intensywnością zwartej w nich grafomanii. Do tego stopnia, ze po dwóch stronach przestałam książkę czytać a zaczęłam kartkować, w poszukiwaniu tajemnicy jej popularności. Żadnego sekretu jednak nie znalazłam, za to natknęłam się na pretensjonalne dialogi i brak sprawnie skonstruowanej fabuły. Po prostu ta książka to kolejny dowód na to, że dobrze dobrana postać autorska i sprytnie poprowadzone akcje promocyjnie mogą sprzedać każdy wydawniczy produkt. Inny hit bookemdiowy jaki ściągnęłam z bibliotecznej półki to „Rozmowy z przyjaciółmi” Sally Rooney . Tutaj tekst może był mniej zgrzytliwie napisany, ale wiało z niego taką nudą, że mi się odechciało czytania po kilkunastu stronach. Nawet Pani bibliotekarka w rozmowie o przedłużeniu terminu zwrotu książki westchnęła, no tak, to raczej nieciekawe….

A co było ciekawe? Lecę z opisami od dołu stosu. I tak, kolejność jest nieprzypadkowa, na górze są wydawnicze róże, czyli im wyżej tym lepsze książki.

Na podstawie zeszłorocznej kolumienki są opowieści AnnieErnaux o wędrówkach po sklepach, marketach i fryzjerach. Choć nie były one pozbawione wad, to pozwoliły mi na poszerzenie pola widzenia przy spoglądaniu na zjawiska i miejsca występujące w tzw szarej codzienności.
Walser jak zwykle okazał się mistrzem w opisywaniu wszystkiego, łączenie z wypaloną zapałką. Barbara Pym swoja nigdy nietłumaczoną na polski książką Excellent Women pół gorzko poł zabawnie opowiedziała mi o oczekiwaniach jakie społeczeństwo miało (i po części wciąż ma) wobec kobiet niezamężnych. "Hałastra" Helfer udowodniła mi, ze o rodzinnych tragediach i traumach można opowiadać bez patosu, rozdzierania szat czy tarzania się po czarnej ziemi.

"Paryski Express" Simenona pomógł mi przetrwać paskudny katar i dostarczył powodów do rozmyślań nad granicą pomiędzy życiami solidnego urzędnika i psychopatycznego mordercy. 
Zyta Rudzka i Judith Schalansky opowiedziały o nauczycielkach wykonujących swój zawód bez złudzeń co do jego misji.

Jazda Muriel Spark pokazała przewrotnie jak stereotypy rządzące społeczeństwem okazują się absurdalne i niedorzeczne gdy potraktuje się je dosłownie i wdroży w życie.
Śmiejący się pies Vargi to dowód na to, ze narzekanie można doprowadzić do wirtuozerii.
 Skvorecky to miłość od drugiego wejrzenia, bo jakoś nie mogłam rozpocząć jego Cudu, natomiast Inżynier ludzkichdusz zachwycił mnie złożonością , brawurowa narracją i precyzyjna konstrukcją.

Boltanski przekonał mnie, że historie rodzinne można opowiadać nie przez wspinaczkę po kolejnych gałęziach drzewa genealogicznego, ale poprzez wędrówkę po tej rodziny siedlisku.
Na samym szczycie tej Góry Chwały ląduje Marek Bieńczyk i jego urzekająca kompletnie szalona i mało wiarygodna, choć brzmiąca bardzo prawdziwie, opowieść o dzielnicy Warszawy. Partneruje mu Muriel Spark, która w swojej książce Memento Mori opowiada o ludzkich lękach i słabościach w najlepszym stylu i z najlepszymi rezultatami.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czy pisanie to rozrabianie: "Loitering with Intent" Muriel Spark

Wszyscy jesteśmy Lokajami: Robert Walser „Jakob von Gunten, Dziennik”

niemężatka ma być miła: "Excellent Women" Barbary Pym