Chłopcy z Kostelca: "Tchórze" Josefa Skvoreckiego
Gdyby nie można było drażnić się przynajmniej słowami, to w
ogóle nie byłoby o czym mówić
Josef Skvorecky „Tchórze”, Str 23
I choć ta kwestia wydaje się głównym tematem rozważań Skvoreckiego
w "Tchórzach", to moim zdaniem, ani wojna, ani seks nie są tu brane tak mocno pod
uwagę jak przetrwanie. O tym pisze Skvorecky właśnie opowiadając historię kilku
dni z życia Smirickiego. Ten młody chłopak pokazuje nam jak żyć i czerpać z
tego radość mimo wszystko. A to wszystko oznacza i ludzkie okrucieństwo i
człowiecza głupotę i niepewność jutra.
W pierwsze majowe dni roku 1945 rodzimy Kostelec bohatera zmienia
się z sennego miasteczka w istny tygiel ludzkich losów i piekielny kocioł
historii i polityki. Wszędzie snują się ludzie widma, ocaleńcy z obozów
koncentracyjnych i jenieckich, ruscy żołnierze, czescy obywatele i wciąż
nierozbrojeni Niemcy. Z każdej ulicy może wyjechać gotowy do ataku czołg, z
każdego dachu mogą polecieć strzały, każdy krok może okazać się ostatnim.
Jak w takiej sytuacji nie zwariować, nie poddać sie przerażeniu? Czym
ratuje się Smiricky? Ano tym, że zamiast myśleć o tym co straszne, koncentruje
się na myśleniu o pięknych koleżankach i jazzie. Może nie jest to ważne i
bohaterskie, ale tylko to daje mu szanse na utrzymanie zdrowych zmysłów i
dzięki temu nie ulega panice.
Komentarze
Prześlij komentarz