Chłopcy z Kostelca: "Tchórze" Josefa Skvoreckiego

 


Gdyby nie można było drażnić się przynajmniej słowami, to w ogóle nie byłoby o czym mówić

Josef Skvorecky „Tchórze”, Str 23

Mam nie po kolei. W książkach, na dodatek tych przeczytanych.
A to było tak: najpierw zdecydowałam się na przeczytanie "Inżyniera ludzkich dusz" Skvoreckiego, po czym dotarła do mnie wiadomość, że "Tchórze" tego samego autora, to jakby prequel "Inżyniera". A że w przeciwieństwie do wyprzedanego "Inżyniera", "Tchórze" wciąż były do kupienia, więc zamówiłam, zapłaciłam i przeczytałam tę książkę czym prędzej. I wreszcie zaczęłam się orientować kim są bohaterowie pokazujących się w "Inżynierze" listów i wspomnień.
Chętnych do czytania książek Skvoreckiego namawiam do robienia tego w porządku chronologicznym. Duży plus takiego czytania, to stopniowanie poziomu trudności lektury. Bo "Tchórze" mają znacznie prostszą konstrukcję i mniej rozproszoną fabułę. Tu akcja trzyma się ściśle 6 majowych dni 1945 roku, a główne zajęcia bohatera to granie na saksofonie, podrywanie dziewcząt i obserwowanie otoczenia.

I pewnie dlatego Mariusz Szczygieł w blurbie do Tchórzy zadaje pytanie:
co jest ważniejsze, wojna czy seks?

I choć ta kwestia wydaje się głównym tematem rozważań Skvoreckiego w "Tchórzach", to moim zdaniem, ani wojna, ani seks nie są tu brane tak mocno pod uwagę jak przetrwanie. O tym pisze Skvorecky właśnie opowiadając historię kilku dni z życia Smirickiego. Ten młody chłopak pokazuje nam jak żyć i czerpać z tego radość mimo wszystko. A to wszystko oznacza i ludzkie okrucieństwo i człowiecza głupotę i niepewność jutra.

W pierwsze majowe dni roku 1945 rodzimy Kostelec bohatera zmienia się z sennego miasteczka w istny tygiel ludzkich losów i piekielny kocioł historii i polityki. Wszędzie snują się ludzie widma, ocaleńcy z obozów koncentracyjnych i jenieckich, ruscy żołnierze, czescy obywatele i wciąż nierozbrojeni Niemcy. Z każdej ulicy może wyjechać gotowy do ataku czołg, z każdego dachu mogą polecieć strzały, każdy krok może okazać się ostatnim.

Jak w takiej sytuacji nie zwariować, nie poddać sie przerażeniu? Czym ratuje się Smiricky? Ano tym, że zamiast myśleć o tym co straszne, koncentruje się na myśleniu o pięknych koleżankach i jazzie. Może nie jest to ważne i bohaterskie, ale tylko to daje mu szanse na utrzymanie zdrowych zmysłów i dzięki temu nie ulega panice.

Ja  za to uległam czarowi humoru i trzeźwego oglądu na rzeczywistość Skvoreckiego.
Do tego stopnia, że zaczęłam marzyć o wprowadzeniu "Tchórzy" na listę lektur szkolnych, jako uzupełnienie zestawu zawierającego „Kamienie na szaniec” i „Kolumbów rocznik 20”.
I zamiast „Chłopców z Placu Broni”.

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

niemężatka ma być miła: "Excellent Women" Barbary Pym

Czy pisanie to rozrabianie: "Loitering with Intent" Muriel Spark

Wszyscy jesteśmy Lokajami: Robert Walser „Jakob von Gunten, Dziennik”