Zbyt piękna babranina
Ty patrz, Kaziu: mały babrze się w języku! Michał Witkowski „Tango”, Str 252 Kto mnie zna ten wie, że po kryminały sięgam zaledwie kilka razy do roku. W tym obowiązkowo po jeden latem i po jeden jesienią. Jeden ma być dla ochłody, drugi na sezonowy katar. Jeden ma dać zajecie na czas wakacji, drugi na czas smarkania. Wybór jest niełatwy i bywa chybiony. Czasem zawodzi nawet Agata Christie czy Marta Grimes . Nowości, wszelkich Mrozów i Chmielarzy unikam, więc zupełnie brak mi rozeznania co teraz modne i popularne. Ale w tym roku było inaczej. W tym roku na wakacyjny kryminał wybrałam nowość właśnie. Czyli Tango Witkowskiego. Dlaczego? Bo pisanie Witkowskiego wielbię. Tango również. Dwudziestolecie międzywojenne także. Otrzymanie tego wszystkiego w jednym pakiecie było spełnieniem marzeń. Co prawda zestaw został ozdobiony wątpliwej urody okładką, z ukwieconym kościotrupem w roli głównej, ale trudno. Przecież to po treści ocenia się książkę. A ta była...