Posty

Wyświetlam posty z etykietą wspomnienia

Pisarz opowiada: "Książka moich wspomnień” Jarosława Iwaszkiewicza

Obraz
  Chude, wielkie, brzydkie i nieporadne chłopczysko, jakie w tym dniu wyszło na ulice Warszawy, miało w sobie tyle nieśmiałości, a jednocześnie takie było kanciaste, że od razu potrafiło do siebie zrazić wszystkich, z którymi zaczęło się stykać. Orzeszkowa nazwałaby mnie w tej epoce „dzikim”- i rzeczywiście byłem trochę dziki i głęboko prowincjonalny.   Jarosław Iwaszkiewicz „Książka moich wspomnień” str 194 Na początku były do czytania w tle, tak po 3 strony wieczorem przed snem, na ukojenie i uśpienie. Po miesiącu jednak Wspomnienia Iwaszkiewicza awansowałam z roli książkowej melisy na lekturę przewodnią.   Po części dlatego, że szybko skończyłam inną wyśmienitą rzecz, a po części dlatego, że akcja wspomnień przesunęła się z lat dziecinnych w kresowych dworkach na czas młodzieńczych przygód w literackim światku międzywojennej Warszawy. A to mnie zawsze ciekawi, ba, ekscytuje wręcz, takie opowieści o literackich gwiazdach, nawet jak są sprzed wieku. Zwłaszcza gdy pis...

Chłopak z PRLu: Maciej Hen "tratwa z pomarańczami"

Obraz
Co to znaczy Polak, przekonałem się naocznie, gdy miałem niecałe cztery lata, kiedy pojechaliśmy cała rodziną do Pragi, gdzie tata miał jakieś swoje ważne sprawy i tam znaleźliśmy się wśród ludzi, którzy Polakami nie byli-bo nie mówili po polsku. Więc Polak-jasne, ale co to Żyd? Nie wiadomo. Maciej Hen "tratwa z pomarańczami", Str 16 Mam taką przypadłość, od zawsze, że kocham zaglądać ludziom w okna, a jeszcze bardziej lubię zaglądać im w domy i mieszkania. Lata temu, będąc dziewczęciem, co usiłuje się utrzymać z pracy rąk własnych na obcej ziemi, z entuzjazmem podjęłam się pracy sprzątaczki. Dzięki temu zajęciu mogłam bezkarnie zaglądać we wszystkie zakamarki domostw tubylców. Że przy tym musiałam się naszorować, nazamiatać, namachać mopem, to już inna sprawa. Jakby nie było, wszystko ma swoją cenę! Dlatego z wielkim entuzjazmem biorę się za książki, co są jak klucze do cudzych mieszkań. Tratwa z pomarańczami zdawała się być jedną z nich. Oferowała nie tylko wędrówkę p...

Gdy dzieciństwo to mieszkanie: "W Ukryciu" Christophe'a Boltanskiego

Obraz
  Stawiali na swoją nierozerwalną jedność, więź nierównie mocniejszą niż wszelkie mocowane w drzwiach łańcuchy. I dlatego ulica Grenelle tworzyła samowystarczalny, choć otwarty mikrokosmos. Moja rodzina żyła nie w odosobnieniu, tylko w zespoleniu. Christophe Boltanski „W ukryciu”, Str 37 Książka jak sen o błądzeniu po starym mieszkaniu w paryskiej kamienicy, pełnym bibelotów, obrazów i wspomnień. Tu słowa działają tak, że wywołują z przedmiotów w duchy.  Nie da się ich rozwiać machnięciem ręki czy przewróceniem kartki. Zresztą, kto by chciał to robić, gdy opowieść przybiera niezwykłe formy. Na początek starego fiata, co uwozi nas prosto ze schodka do kuchennych drzwi, żebyśmy nie musieli ani chwili spędzić na zewnątrz. Bo bycie poza domem to bycie wśród wrogów i niebezpieczeństw. Można przebywać w samochodzie, można przebywać w mieszkaniu, zawsze w otoczeniu bliskich. Jak, dlaczego, to stara się opowiedzieć  autor, próbując sobie i czytelnikowi wyjaśnić historię swoje...