Posty

Irokez i Skryba: "Koniec Punku w Helsinkach" Jarosława Rudisa

Obraz
  Mądre dziewczyny czytają. Ale te, które idą na promocję, żeby zobaczyć swojego ulubionego autora, który i tak nie będzie miał dla nich czasu, są otwarte jak strony jego książki. Przychodzisz i masz. Pogadasz, wyciśniesz, jeszcze pogadasz i idziesz. Jarosław Rudis „Koniec Punku w Helsinkach”, Str 47   No tak, mówię sobie po przeczytaniu  „Końca Punku w Helsinkach” powiedzenie „nie oceniaj książki po okładce” należałoby rozszerzyć o hasło „nie wybieraj książki po tytule”. Bo Rudis nabił mnie nieco w butelkę i z punkiem i z Helsinkami. Choć może z punkiem mniej, bo cóż, ten opisywany przez niego, słowiański, wschodnioeuropejski był pewnie mniej malowniczy i awangardowy od zachodniego pierwowzoru. Już sam fakt nazywania w książce  Punków Pancurami sugeruje, że jest to wersja mająca więcej wspólnego z Mruczkami, niż z londyńskimi dziećmi śmiećmi. Największa skucha to jednak Helsinki, sugerowane jako miejsce akcji. Serio, miałam nadzieję na egzotycznie nordyckie op...

Nie do zapomnienia: "Memento Mori" Muriel Spark

Obraz
  Gdybym mógł przeżyć życie od nowa, wyrobiłbym w sobie dyscyplinę cowieczornego oswajania się z myślą o śmierci. Ćwiczyłbym się, jeśli tak można powiedzieć, w pamiętaniu o śmierci. Nic tak nie wzmaga smaku życia.   Muriel Spark „Memento mori”, str 149 Memento mori, hasło znane głównie z historii średniowiecza, jako tytuł książki? I temat rozmowy telefonicznej? Czy żeby go w ten sposób używać, trzeba być szalonym? Czy wybitnie przebiegłym? Muriel Spark potrafi te wątpliwości przemienić w literackie złoto. Czyniąc swoich bohaterów odbiorcami ostrzeżenia „pamiętaj, że musisz umrzeć”   nakłania mnie do refleksji nad tym, jak bardzo różnie ludzie reagują na fakt skończoności życia. Nawet gdy zbliżają się do kresu swoich dni, a może zwłaszcza wtedy? Bo większość postaci występujących w "Memento mori" to osoby po 70 tce. Tworzą swoisty klub, do którego jedyną przepustką jest wiek, uznawany powszechnie za podeszły. Ich codzienne rozrywki to czytanie nekrologów, zmieniani...

na śmietnisku śmieszne jest wszystko: „Magiczna rana” Dorota Masłowska

Obraz
  Marzyła o tym, że wreszcie się nażre porządnego, drogiego, zachodniego biojedzenia. Jednak teraz puste restauracje ze skandalicznymi cenami odpychały ją. Kebab z plastikowymi sztućcami kosztował tu tyle co cztery strony jej eseju o figurach i fantazjach rodzicobójczych w prozie posttransformacyjnej. Dorota Masłowska „Magiczna rana”, Str 57 Zrobiłam to, przeczytałam najnowszą książkę Masłowskiej, nominowaną do nagrody literackiej Nike. No wiem, nominacja to żaden wyróżnik, bo chyba nie ma książki Masłowskiej co by jej nie dostała. Przeczytałam „Magiczna ranę” i nawet miejscami się chichrałam, choć nie z radości. Na dobra sprawę to książka obleśna i niemiła, napisana dobrze, ale bez dobrych intencji. Jej autorka ogłosiła niedawno, że czułość wyszła z mody i udowadnia to swoim tekstem gorliwie. Czy to jej zapewnia utrzymanie statusu enfant terrible polskiej literatury współczesnej? Czy tylko pokazuje, że Masłowska do niewygasłej fascynacji Cudaczkiem Wyśmiewaczkiem dodała za...

Typ Panny Lise: Muriel Spark "Jazda"

Obraz
  Patrzy na jej płaszcz w biało-czerwone prążki, rozpięty, odsłaniający jaskrawą sukienkę: dół we wzór z pomarańczowych, fioletowych i niebieskich V i żółtą górę. Kobieta śmieje się potężnie, jak ktoś, kto nie ma nic do zyskania na ukrywaniu rozbawienia. Muriel Spark „Jazda”, str 21 Wbrew pozorom, nie kupiłam tej książki przez malowniczą pstrokaciznę na okładce. Nawet kuku okienko nie było powodem jej nabycia. Wyznaję, to nie kolorki książki, co świetnie wygląda na plażowym ręczniku foconym na insta mnie przekonały, a nazwisko pisarki. Muriel Spark znam jako autorkę kilku wspaniale przewrotnych książek, więc nie dałam się wystraszyć licznym zachętom i zawierzyłam własnej wiedzy czytelniczej. I słusznie zrobiłam... Muriel znowu to robi! Z niby prostej opowiastki o dziewczynie jadącej na wakacje tworzy przewrotną opowieść o feminizmie, kobiecości i damsko męskich relacjach. Nic tu nie jest takie, jak być powinno w  historii urlopowego wypadu za granicę. Lise, bohaterka książ...

tramwaj zwany wspominaniem: Paul Auster "Baumgartner"

Obraz
  Osiodłajmy starego konia i jedźmy na nim do końca Paul Auster, Baumgartner, Str149 Z tą książką został pokazany Śmiejący się Varga, co znacznie przyspieszyło moja decyzję o wzięciu jej do czytania. I co? Też się uśmiechałam nad tekstem nowej książki Austera, ale nie nad całym. Nad jego pierwszymi stronami, owszem, mogłam się pośmiać, choć tragikomiczny opis serii niefortunnych zdarzeń z udziałem owdowiałego profesora nauk humanistycznych, budzi tyleż rozbawienie co współczucie. Ale w pewnym momencie profesor łapie za przypalony garnek i wszystko się zmienia. Od fantazji czytelnika zależy, czy ów zwęglony rondelek nazwie Austerowska wersja magdalenki albo czarodziejskiej różdżki. Fantazja pisarza do garnuszka podczepia sentymentalne love story, historię długiego i niezwykle szczęśliwego związku profesora z Anną, tłumaczką i jak się okazuje nieco później, poetką. Anna była kobietą cudowną, piękną i z wadami tak niewielkimi, że jej partner nie był ich w stanie zauważyć w tra...

Bez afirmacji: Krzysztof Varga „Śmiejący się pies"

Obraz
  Bo trzeba odróżnić, mój analfabeto, książki od literatury. Książki się produkuje, a literaturę pisze-taka to różnica. Na tysiąc producentów książek przypada jeden pisarz, ale to on właśnie więcej nam daje niż tysiąc producentów książek,   nieprzytomnie sławnych i fantastycznie się sprzedających. Sprzedawać się-to jest celem producenta książek, , pisać zaś jest przeznaczeniem prawdziwego pisarza. Krzysztof Varga „Śmiejący się pies”, Str 193 Jeśli narzekanie uznamy za polski sport narodowy, to bohater nowej książki Vargi będzie na czele każdego maratonu marud jaki tylko można sobie wymarzyć. Zarówno w stylu jak i w wytrwałości nie będzie miał sobie równych. Kim jest ten wirtuoz malkontenctwa? To mężczyzna niemłody, czyli około pięćdziesiątki, mieszkaniec stolicy, rozwodnik, singiel, intelektualista, redaktor pracujący za niewielkie pieniądze w pewnym wydawnictwie, i, last but not least, właściciel psa. To człowiek, co wszędzie znajdzie powód do narzekania, nawet na space...

Wielkie Kręcenie: "Rondo Wiatraczna" Marek Bieńczyk

Obraz
  Nie wyjeżdżaj z dzielnicy, albowiem twoje to jest miejsce i nie będziesz miał innego świata Marek Bieńczyk „Rondo Wiatraczna”, str 80 Przyznam się, na początku czytania Ronda było moje fuczenie, bo narrator sugerował zbyt mocno swoje prawie boskie synostwo. Religia, patriarchat i stolica, to naprawdę zapowiadało się na coś nienowego. Ale gdzieś  koło 30 strony zaczęłam przecierać oczy i się uśmiechać. Zdania zaczęły mi chrupać, całkiem apetycznie, metaforami niepozbawionymi logiki, fabuła przestała udawać że istnieje, a ja coraz lepiej bawiłam się czytaniem nowej książki Bieńczyka.  Wariat narrator uwodził mnie skutecznie swoim literackim słowotokiem i brakiem wiarygodności. Kod genetyczny miał wyraźnie sporządzony z kodów obecnie modnych próz, napisanych znacznie słabiej, ale przez bardziej medialne osoby. Och widziałam wyraźnie, że autor też się dobrze bawił, a może i ciut mścił, po tym jak się naczytał Kotas, Hermanowicz, a pewnie i Bawołka i Sołtysa. Jestem prz...

Nie bez słońca: Justyna Sobolewska "Jadwiga. Opowieść o Stańczakowej"

Obraz
  Więc jutro tak-myję głowę, robię   porządek w szafie, myślę nad następnym kawałkiem i wychodzę z laską. Wychodzę, mimo wszystko wychodzę. Jak Tylko do bramy, to tylko do bramy. Ale ubiorę się, wezmę palto, zejdę. To mi będzie już lepiej. Jadwiga Stańczakowa „Prozinki.” W „Jadwiga. Opowieść o Stańczakowej” Justyny Sobolewskiej,  str 271 Wyznam szczerze, mimo mojej wielkiej miłości do babć, na babcine opowieści mam alergie. Głównie przez obowiązujący w literaturze polskiej portret babci, starowinki, co placki piecze, klepie pacierze i pierzyny, plewi perz, a w życiu miała same traumy, i to ich dziedzictwo przekazuje skutecznie, na bogato i z należytą dramą. A jednak na opowieść o Babci Jadwidze się skusiłam. Dlaczego? Bo Stańczakowa była Babcią, ale nie babuleńką. Była Babką, Babą, ale nie babiną. A tych ostatnich jako czytelniczka mam po kokardy. Nienoszone od dawna. Za to z chęcią wyniosłam z biblioteki historię Jadwigi, i przeczytałam ją bez ociągania, choć, tu ...