Hercules i upał: "Czarna Kawa" Agathy Christie
Co do mnie, jestem detektywem-ale tylko belgijskim. Mimo to, madame, my cudzoziemcy niekiedy znajdujemy właściwe rozwiązania
Agata Christie "Czarna Kawa", str 65
Znowu ratowałam sie w czasie przymulenia, a ładniej mówiąc, łagodziłam mgłę mózgową, kryminałem Christie. Choć tym razem przypadłość moja wywołało nie przeziębienie, a fala upałów, to efekt był zadowalający. Poczułam, jak szare komórki mi pracują, choć wydawało mi się, że przeszły na standby.
Ten dodatni wpływ miały na mnie tym razem przygody Poirota odkrywającego mordercę pewnego naukowca mieszkającego na angielskiej prowincji.
Zagadka kryminalna okazała sie całkiem sprawnie skonstruowana, akcja biegła żwawo, a Mały Belg nadspodziewanie często wykazywał się poczuciem humoru. Jedyne czego mi tu brakowało, to opisy miejsc i osób. No ale książka podobno została przerobiona ze sztuki, więc tylko co nieco tekstu dodano między dialogi.
Lektura może nie dostarczyła mi zbyt wielu zachwytów, ale dała wytchnienie w okresie przymusowego siedzenia w domu (przy plus 40 stopniach na zewnątrz nie dało sie wyjść), a to też sie liczy.
Komentarze
Prześlij komentarz