Ludzie bez znaczenia: Barbara Pym "Quartet in Autumn"

 


The point about Miss Crowe and Miss Ivory, whom  we are met together to honour today, is that nobody knows exactly, or has ever known exactly, what it is they do
(sprawy z Panną Crowe i Panną Ivory, którym dziś oddajemy honory, mają się tak, że nikt nie wie i nigdy nie wiedział, czym one tak naprawdę się zajmują (tłum. własne))

Barbara Pym „Quartet in Autumn”, Str 87

Czas się przyznać do małego oszustwa…
 Dlaczego teraz? Bo jest wrzesień, miesiąc akcji #spinsterseptember, organizowanej przez sympatyczna Irlandzką Czytelniczkę o nicku @pear.jelly.
Jest to chyba jedyne wyzwanie bookmediowe w jakim biorę od kilku lat udział. W tym roku przygotowałam się super. Książkę na tę akcję kupiłam jeszcze początkiem czerwca. Tylko, że zamiast ją zachomikować, nie wytrzymałam i zajrzałam na pierwszą stronę. Nie była porywająca, więc by sprawdzić jak długo utrzyma się mój zawód, czytałam dalej. W rezultacie skończyłam całość przed początkiem lata!

Dobra wiadomość jest taka, że po początkowym zniechęceniu szybko nie było śladu. Gorsze wieści są takie, że nie do końca mogę tę książkę uznać za czytaną we wrześniu. Co ja mówię, w ogóle nie powinnam tego robić. Ale że lubię robić to, czego nie powinnam, to teraz właśnie mam zamiar  niej opowiedzieć.

Książkę dobrałam na spinsterski wrzesień idealnie, bo starych panien jest w niej na bogato. Jej główni bohaterowie, to cztery samotne starsze osoby pracujące w jednym z londyńskich biur, gdzieś w latach 70tych ubiegłego wieku. Ich praca jest mało interesująca, ważniejsze jest to, że dwoje z nich idzie na emeryturę. Konkretnie, są to 2 „stare panny”, mieszkające osobno i samodzielnie. Panowie jeszcze zostają na swoich, nieistotnych, stanowiskach. I tak, mogłoby się wydawać, że w życiu tych osób niewiele się dzieje. Tymczasem, mówię szczerze, czytałam o nich z wypiekami na twarzy.   Bo to właśnie ci samotnicy, dziwacy, niedostosowani i niezsocjalizowani, mają w swoim codziennym życiu najdziwniejsze tajemnice, są najbardziej nieprzewidywalni i potrafią zaskoczyć swoimi pomysłami. 

Dodam, że Barbara Pym nie łapie się żadnych oczywistych rozwiązań, jakie wielu piszącym o czwórce samotnych osób przyszłoby do głowy. Choć mamy tu dwie wolne kobiety i dwóch wolnych mężczyzn, to nikt się nie łączy w pary. Każde z nich jest zajęte zupełnie innymi rzeczami niż amory. Marcia zaprowadza obsesyjne porządki wśród butelek po mleku, Letty kompletnie nie czuje chęci do wiązania się z kimkolwiek,  owdowiały Edwin jest zajęty uczęszczaniem na kościelne uroczystości, Norman natomiast głównie szuka powodów do irytacji i  sposobów na zaprowadzenie oszczędności w codziennych zakupach.
Barbara Pym nie tworzyła romansów, tylko opowieści o ludziach osobnych, z talentem godnym Jane Austen posługując się opisami drobnych wydarzeń do zilustrowania konkretnych zasad i wzorów funkcjonowania współczesnego społeczeństwa. Za to tak bardzo ją cenie i dlatego tak mocno lubię ją czytać.

Pozostaje mi tylko żałować, że nikt dotąd nie uznał powieści Barbary Pym za godne udostepnienia polskim osobom czytającym i nie wydał ich przetłumaczonych na nasz język. Cóż, widocznie zdaniem naszych wydawców książki o niemłodych ludziach, w przeciwieństwie do dzieł YA,  są kompletnie niewarte uwagi.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

niemężatka ma być miła: "Excellent Women" Barbary Pym

Hała i chwała 2025, czyli książkowe podsumowanie roku

Pieprzne, ale nie spieprzone: "Tylko durnie żyją do końca" Zyty Rudzkiej