Posty

Czeski Człowiek tłumaczy świat: "Przypadki Inżyniera ludzkich dusz" Josefa Skvoreckiego

Obraz
  Z nów uległem głupiemu, choć chyba niedającemu się zabić pragnieniu, żeby wytłumaczyć niewytłumaczalne, Josef Skvorecky „Przypadki inżyniera ludzkich dusz”, Str 12 Dobrze się stało, że Inżyniera Ludzkich Dusz przeczytałam dopiero teraz, gdy definitywnie mi przeszły chęci zdobywania edukacji w formie zorganizowanej przez wyższą uczelnię. Bo Jakby się ta książka trafiła mi wcześniej, to mogłaby mnie skusić do studiowania nawet nie języka czeskiego, a czeskiej kultury i historii. No po prostu zachciałoby mi się bohemistyki i amerykanistyki równocześnie, a to nie byłby pomysł możliwy do realizacji. Wydawca książki, Mariusz Szczygieł, twierdzi, że "mówi ona o tym, że głupio jest wszędzie". Owszem, to się zgadza, ale muszę dodać od siebie, że to twierdzenie rozsnute w kilkadziesiąt postaci, wątków, dramatów i anegdot na ponad 700 stronach, daje efekt nie tylko oszołomienia, ale i zachwytu. Autor mnie nie oszczędzał, co kilka stron wrzucał mnie w inne miejsca, czasy i inne t...

Coś do zachwycania: Robert Walser „Coś w rodzaju opowiadania”

Obraz
  Pisarz ma się starać pisać tak, jak gdyby stał albo siedział gdzieś w salonie i ustnie opowiadał obecnym tam ludziom, sympatycznym i wrażliwym na dobre maniery, jakąś historię, niekoniecznie zabawną Robert Walser „Coś w rodzaju opowiadania”, Str 161-162 Robert Walser to Zbój i szelma . Potrafi z każdego przydasie zrobić cudeńko, i to w taki sposób, jakby to była najprostsza rzecz na świecie. Ale nie jest. No bo kto jeszcze umie wysnuć opowieść z zapałki i to wypalonej? Kto dmuchnie popiołem tak, by się ułożył w przypowieść? Jeszcze igła ołówek… Czego by Walser nie wyciągnął z kieszeni, to zamieni się w powiadanie. Albo coś w tym rodzaju. Dziwne, ale stylistycznie wyostrzone, wypolerowane do każdego słowa, ba do każdej kropki co te słowa szereguje w zdania i je dzieli. Plotę jak profesor na laduacyjnych mękach, ale cóż poradzić, entuzjazm mam   dla próz Walsera taki, że chętnie bym mu wręczyła wszelkie literackie nagrody. Niestety, nieżyjącemu autorowi się nie da. Ale ...

Pieprzne, ale nie spieprzone: "Tylko durnie żyją do końca" Zyty Rudzkiej

Obraz
  „Pływasz na golasa, czy to aby zgodne z Kartą Nauczyciela?” Zyta Rudzka „Tylko durnie żyją do końca”, Str 129 Zawsze miałam na pieńku z wuefistkami. One uważały mnie (słusznie!) za chuchro i łamagę. Ja widziałam w nich niespełnione kapralki, co brak szeregowych do musztry kompensowały sobie grupką niepozbieranych nastolatek, reagujących nerwowo na komendy „ćwicz”, „przysiad”, czy „powtórz”. Pomna traum wyniesionych ze szkolnej sali gimnastycznej z wielka ciekawością sięgnęłam po nową książkę Zyty Rudzkiej. Otwierałam ją jak się otwiera tajne drzwiczki, by podsłuchiwać wroga. No i nasłuchałam się, nie powiem, a właściwie powiem, bo jest o czym. Bohaterką nowego dzieła Rudzkiej jest wuefistka, ale pozbawiona ambicji zawodowych. Mieszka na zapadłej wsi, pracuje bo musi, i stara się ze swojej pracy nie robić wielkiego halo. Bo tak naprawdę zależy jej na zupełnie innych rzeczach, w innych zajęciach znajduje przyjemności. Na przykład w pływaniu, obserwowaniu swoich dwóch kochankó...

Jak zwiedzać centra handlowe: Annie Ernaux „Życie Zewnętrzne”

Obraz
  „ Wielokrotnie doświadczyłam hipermarketu jako ogromnego miejsca ludzkich spotkań, jako wielkiego spektaklu” Annie Ernaux „Życie zewnętrzne”, Str 161 Czy ktoś tu jeszcze pamięta książkę „Jak pokochać centra handlowe”, gdzie bohaterka i narratorka w jednym, w sposób nieudolny, ale żarliwy, opisywała życie warszawskiej Matki Polki? Hajp na te książkę był okrutny, zachwyty i nominacje do nagród sypały się rzęsiście, a mnie coś mówiło nie kupuj, zaczekaj. No i jak po kilku latach dorwałam książkę w bibliotece, to podziękowałam mojej Czytelniczej intuicji wylewnie. Jakież to było niezgrabne i nieskładne! w momencie wynurzeń autorki o traumie wymiany laptopa na nowszy model rzuciłam niedoczytaną książkę w kąt, a po kilku dniach odniosłam ją do biblioteki, choć upominał się o nią tylko system SOWA. Dlaczego wrzucam te wspomnienia? Bo w Polsce kilka miesięcy temu ukazała się książka o podobnej treści. Żeby było dziwniej została ona napisana kilka dobrych lat przed „Jak pokochać Cen...

Gdy dzieciństwo to mieszkanie: "W Ukryciu" Christophe'a Boltanskiego

Obraz
  Stawiali na swoją nierozerwalną jedność, więź nierównie mocniejszą niż wszelkie mocowane w drzwiach łańcuchy. I dlatego ulica Grenelle tworzyła samowystarczalny, choć otwarty mikrokosmos. Moja rodzina żyła nie w odosobnieniu, tylko w zespoleniu. Christophe Boltanski „W ukryciu”, Str 37 Książka jak sen o błądzeniu po starym mieszkaniu w paryskiej kamienicy, pełnym bibelotów, obrazów i wspomnień. Tu słowa działają tak, że wywołują z przedmiotów w duchy.  Nie da się ich rozwiać machnięciem ręki czy przewróceniem kartki. Zresztą, kto by chciał to robić, gdy opowieść przybiera niezwykłe formy. Na początek starego fiata, co uwozi nas prosto ze schodka do kuchennych drzwi, żebyśmy nie musieli ani chwili spędzić na zewnątrz. Bo bycie poza domem to bycie wśród wrogów i niebezpieczeństw. Można przebywać w samochodzie, można przebywać w mieszkaniu, zawsze w otoczeniu bliskich. Jak, dlaczego, to stara się opowiedzieć  autor, próbując sobie i czytelnikowi wyjaśnić historię swoje...

niemężatka ma być miła: "Excellent Women" Barbary Pym

Obraz
  I suppose an unmarried woman just over thirty, who lives alone and has no apparent ties, must expect to find herself involved or interested in other people’s business, and if she is a clergyman’s daugher then one might really say that there is no hope for her. Sądzę, że kobieta niezamężna, tuż po 30tce, bez zobowiązań i mieszkająca sama, musi oczekiwać, że będzie zajęta lub zainteresowana sprawami innych ludzi, a jeśli ta kobieta jest córką pastora, to na prawdę może nie być dla niej ratunku (tłumaczenie własne). Barbara Pym „Excellent Women”, Str 1 Wrzesień mi przyniósł kolejne odkrycie, a to dzięki lekturze wyszperanej do Spinsterseptember. To taka coroczna impreza organizowana na Bookstagramie przez pewną sympatyczną mieszkankę Dublina. W ramach tej akcji  czyta się przynajmniej jedną książkę z bohaterką główną lub poboczną o statusie niematki i niemężatki. Ponieważ rodzimy rynek wydawniczy mocno gardzi tego rodzaju literaturą, sięgnęłam po autorkę dobrze znaną w an...

zazdrość o pisanie: Muriel Spark „The Finishing School”

Obraz
  "It is hypocrisy” said Nina then” that makes world go round”   „to hipokryzja"-stwierdziła Nina- "wprawia świat w ruch” (tłum własne) Muriel Spark „The Finishing School”, str 78 Lato z Muriel Spark kończę może nie z przytupem (ciągle jest gorąco i mam na nogach klapki, a w nich tupie się słabo), ale z rozbawieniem. A to dzięki lekturze nigdy nie tłumaczonej na język polski The Finishing School, nie bez ironii poprowadzonej opowieści  o College Sunrise, niewielkiej placówce uczącej młodych, być może zdolnych, a na pewno zamożnych, ludzi. W jakim zakresie pobierają oni tam nauki?  Otóż jest to mocno niedookreślone. Tzw curriculum zawiera kurs kreatywnego pisania, naukę spożywania szparagów, oraz wszelkich innych comme il fault.  Zajęcia prowadzą właściciele szkoły, młoda małżeńska para o sporych aspiracjach i nieokreślonych kwalifikacjach. Główna intryga zawiązuje się wokół relacji pomiędzy 29 letnim Rollandem, uczącym jak pisać i jednocześnie pracującym ...

Obecność nieprzypadkowa: Biblioteczne Spotkanie z Julią Fiedorczuk

Obraz
  Tygodnica spotkania literackiego z Julią Fiedorczuk w mojej bibliotece przeszła,   a u mnie, wbrew obietnicom, dalej zero treści na jego temat. Na usprawiedliwienie dodam, że przyczyną opóźnienia nie   jest wyłącznie   moje wrodzone zamiłowanie do prokrastynacji. Bo jest i dylemat, ciężki do rozwikłania: przyznać się czy nie, że nie czytałam żadnej książki Julii Fiedorczuk? Słyszałam i autorce i o jej dziełach tu i tam, głównie pochwały, ale ciągle pojawia się coś innego, co muszę przeczytać najpierw, zanim sięgnę po leżącą na mojej półce Białą Ofelię, czy pójdę do biblioteki pożyczyć „pod słońcem”. Dlaczego więc wybrałam się na spotkanie? Bo pamiętałam słowa pewnej Mądrej Znajomej, która kiedyś na moje wątpliwości, czy jest sens iść by posłuchać znanej ale nieczytanej przeze mnie autorki, odpowiedziała „iść! Zawsze można się czegoś ciekawego dowiedzieć” . Korzystam z tej rady do dziś i nie żałuję. No dobra, czas na opowieść o tym , jak było. Od razu mówię, nie ...