Wszystkie odloty Bawołka

 



Nic na siłę, do wszystkiego należy podchodzić po swojemu, sposobem, tak robić, by jak najmniej sił zużywać, a być o krok dalej od wszystkich.

Waldemar Bawołek „Skrawki dla Iriny”,  Str 57

  

Kolejny Bawołek mnie skonfundował kompletnie. Od razu wyjaśnię,  że nie o samą narracje mi chodzi. Występowanie trzech osób opowiadających jest dla mnie zrozumiałe. Raz jest to Waldemar stworzony na potrzeby miejscowej społeczności i pracy zarobkowej. Raz jest to Pisarz, czyli nie Waldemar, a gnuśny literat, stworzony na potrzeby wydawnictwa, czytelników i samego autora. Raz jest to tzw wszechwiedzący narrator, stworzony głównie z potrzeby napisania książki.

I to mnie zupełnie nie dziwi, takie rozstrojenie pisarskiej jaźni na trzy osoby. Boh trojcu lubit, mnie też się ona podoba, zwłaszcza w formie serwowanej przez Bawołka.

Dla mnie zaskoczeniem jest pomieszanie konserwatywnego (nie chcę powiedzieć „dziaderskiego”, choć wiele osób pewnie użyłoby tego określenia) podejścia do kobiet i ultranowoczesnego kpiarstwa z kultury zarobienia (nie chce powiedzieć „zaprdl”, choć należałoby). Wszyscy trzej bohaterowie Bawołka jak jeden mąż zaglądają kobietom w dekolty, maja erotomańskie, graniczące czasem z perwersją,   wizje marzą o Rozalce gotującej, sprzątającej i kochającej jednocześnie.

Każdy z nich drwi sobie z manii pracowitości. Waldemar, prosty robociarz,  coraz to rozgląda się za sposobami porzucenia pracy choćby na chwile. Tu piwko, tam pogawędka, ówdzie zwykle zagapienie, każdy sposób jest dobry by uniknąć harówki.

Pisarz jest jawnym nierobem. Ma swoje fanaberie, udaje ze tworzy, a tak naprawdę nie bierze się do niczego konkretnego. Kombinuje jak może. Tu nagroda, tam zaległe honorarium, ówdzie zaliczka na nową książkę. Pisarz nie ma zamiaru zakasać rękawów i złapać z łopatę  czy choćby przysiąść za biurkiem urzędnika. Leń , patentowany. Osobiście nie potępiam, a podziwiam i zazdroszczę.

Dlatego mimo braku akcji, wbrew nużącej erotomanii, polubiłam tę książkę.  Znowu mi się tu Autor wydał podobny do… Doroty Kotas. Co prawda testu na autyzm nie zrobił, ale tym co napisał o sobie udowodnił, ze jest niedopasowany, inny. I chyba trudniej mu się dopasować do społeczeństwa w swoich Cieżkowicach niż młodej autystycznej lesbijce z warszawskiego Mirowa.

Komentarze

  1. To kolarstwo z kultury zarobienia bym z bliska obejrzał. Zapisuję :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bazyl: No kulturę zarobienia Bawołek lubi brać na cel, to pewne ;) Nie wiem tylko, czy robi z tego kolarstwo, raczej woltyżerkę uprawia, w gimnastykę artystyczną przemienia te swoje uniki roboty

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałem dwa Bawołki ("Echo słońca" oraz "Bimetal") i faktycznie bohaterowie książek tego pisarza to osobnicy niedopasowani, nie potrafiący się dostosować, źle czujący się w towarzystwie. "Echo słońca" jest przy tym o tyle ciekawe, że sporo tam miejsca i uwagi poświęcono zagadnieniu opieki nad starzejącymi się rodzicami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Echo słońca jest ciekawe, ale Bimetal już polatuje grafomanią. Za to miło wspominam Furtkę przy dozorcy, no może oprócz samego finału ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Zbyt piękna babranina

Gemütlich

Zieleń cudzej trawki